Tyle się narzeka na stan oznakowania polskich dróg, na dupokrytki lokalnych urzędasów wolących postawić za niskie ograniczenie prędkości, by przypadkiem nie być oskarżonym o postawienie za wysokiego itp.
A oto są przypadki oznakowania nie tylko rozsądnego ale i odważnego…
Na załączonych zdjęciach pokazuję ulicę w podwarszawskim pięćdziesięciotysięcznym mieście - ruchliwym, zatłoczonym jak większość podwarszawskich miejscowości. W mieście obowiązuje oczywiście ustawowe 50 z wyjątkiem okolic kilku szkół i targowiska, gdzie pojawiają się 40-ki.
Ale tę ulicę, mimo kilku budynków w pobliżu jezdni, braku chodników, wyłączono z … obszaru zabudowanego. Mimo, że do granicy miasta jest jeszcze kilka km, to ten km ulicy pokonuje się jako teren niezabudowany.
Znaki pojawiają się za i przed niebezpiecznymi skrzyżowaniami.
Dodam, że w całym mieście nie spotkałem znaków postawionych bez sensu.
Niestety - sporo zostało przez wandali zniszczonych lub obróconych, ale przynajmniej nie przez wandali zza biurek… ;-)
Czyżby jednak można było?…








autostrady (0)