



| Międzyrzecz, ciut ponad 20-tysięczne miasteczko leżące przy, a w zasadzie na, krajowej „trójce” (mniej więcej w połowie drogi między Gorzowem, a Zieloną Górą) doczekało się w ubiegłym roku obwodnicy. Radość mieszkańców uratowanego przed stratowaniem kołami tirów miasta nie miała granic, jednak już niebawem okazało się, że choć wyrok anulowano, to pętli z szyi nie zdjęto. Mało tego, zaczyna się ona powolutku znów zaciskać… Dzięki obwodnicy miasto pozbyło się tranzytu północ-południe, czyli Świnoujście – Jakuszyce, tudzież Szczecin – Wrocław – Katowice – Kraków itd. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę coraz dłuższe kawalkady drogowych pociągów ciągnących w obie strony nieprzerwanie, poza dniami zakazu, choć i te wcale nie były takie ciche. Mieszkańcy domów usytuowanych bezpośrednio przy głównej ulicy, będącej częścią trasy, doskonale poznali w praktyce najważniejsze zjawiska akustyczne, i w pierwszym okresie nocna „cisza” budziła w nich niepokój. Rzeczywiście, w nocy, a w zasadzie przez klika godzin, tak od 24-tej do 5 rano można spać spokojnie, ale za dnia czasem trudno wychwycić różnice natężenia w ruchu obecnym i z epoki przedobwodnicowej. Fakt, nie można nie docenić ogólnonarodowego pędu do motoryzacji, który sprawia, że nawet w mocno przeciętnie sytuowanej rodzinie posiadanie dwóch aut, z których jednym najczęściej jest na wpół zabytkowy Golf lub jakiś samochód na „f”, nie jest niczym nadzwyczajnym. Osobówek jest coraz więcej, takie czasy, ale nie o nie chodzi. Przez miasteczko nadal w najlepsze przetaczają się wielotonowe zestawy w różnej postaci. Skąd? Dokąd? Dlaczego? Powody są, moim zdaniem, dwa (przyczynowo-skutkowe). Pierwszy: w ferworze oczekiwania na cud ocalenia miasta (lub bardziej prozaicznie i chyba prawdopodobnie, ze względów finansowych) nie wykonano nawet najprostszego zjazdu-wjazdu na skrzyżowaniu obwodnicy z drogą krajową nr 137. Drugi: panująca koniunktura i rozwijający się park przemysłowy, usytuowany w północnej części miasta, intensyfikują ciężki transport, który nie zawsze jedzie „od Gorzowa” albo „od Zielonej Góry”. Mając możliwość wjazdu z drogi 137, chociaż te z zachodu nie pakowałyby się do miasta. Tak na marginesie, łatwo też przydybać tira jadącego z południa, który zamiast wjechać do części przemysłowej miasta zjazdem północnym, nie wiedzieć czemu robi sobie skrót przez centrum. Zapewne przyczyn jest więcej i nie wszystkie dadzą się wyeliminować, ale wykonanie dodatkowego zjazdu na obwodnicy na pewno odciążyłoby miasto od kolejnych samochodów oraz ułatwiłoby ruch lokalny w godzinach szczytu, bowiem ok. 15-tej korek przed mostem od strony północnej (przypomnę, przemysłowej strefy miasta) osiąga ponad półkilometrową długość. Tylko teraz przyjdzie pewnie poczekać do etapu budowy drugiej nitki (obwodnica ma być fragmentem głośnej ostatnio drogi S3). Chyba, że znów umknie planistom taki drobiazg.
|